Głos Poszkodowanych - strona główna
Strona Główna | KONTAKT | Forum  
Szukaj w portalu
Cała fraza:
Statystyki portalu
12717454 wizyt od
2006-08-23
 

 
3 użytkowników on-line
 

 
najwięcej 405 użytkowników on-line było 2013-06-25
 

 
artykułów: 227
ostatnio dodany
Ostatnio na Forum
autor: tomi102
komornik
 

 
witam czy takie sformułowanie bedzie dobre juz roznych pism probowalem gdzie przedstawiam swoją sytuacje prosze o pomoc co mam robic nie mam pieniedzy zeby chodzic po prawnikach zeby [...]
więcej »
 

 
Załóż konto na forum
Zaloguj się
Filmy
STOWARZYSZENIE W PROGRAMIE SPRAWA DLA REPORTERA
INNE FILMY
T E M A T Y
TEMATYKA PORTALU

ZAPRASZAMY DO OBEJRZENIA NASZEGO SERWISU.

więcej »
Logowanie
Login:
Hasło:
BANK CIĘ KOCHA
Źródło:
Przekrój
Konrad Dulkowski
2004-03-21
BANK CIĘ KOCHA


Ustawa o bankructwie konsumenckim byłaby dobrodziejstwem nie tylko dla miliona beznadziejnie zadłużonych Polaków, Zyskałyby na niej również banki i skarb państwa. Oby projekt PiS jak najszybciej stał się obowiązującym prawem!

Brak upadłości konsumenckiej nie tylko dyskryminuje polskiego kredytobiorcę w stosunku do jego odpowiednika z krajów o bardziej cywilizowanych systemach prawnych, lecz także stanowi zagrożenie dla ładu społecznego, pobudza rozwój różnego rodzaju patologii oraz szarej strefy gospodarczej. Powstaje retoryczne pytanie, czy Polskę stać na tak wysokie koszty społeczne wynikające z braku regulacji upadłościowych dla konsumentów - czytamy w raporcie „Zagrożenia dla konsumentów na rynku bankowości detalicznej w Polsce" opracowanym przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową, wydanym w Warszawie w 2003 roku.

Możliwość ogłoszenia bankructwa może być szansą na normalne życie dla ponad miliona Polaków, którzy nie są w stanic spłacić swoich długów. Projektowana ustawa o upadłości konsumenckiej ma chronić interesy i dłużników, i wierzycieli, a nawet państwa. Banki mogłyby dzięki niej zaoszczędzić na kosztach egzekucji wierzytelności, które w przypadku osób fizycznych wynoszą ponad 15 procent długu. Skarb Państwa wzbogaciłby się na ograniczeniu szarej strefy, w którą uciekają zdesperowani bankruci. A kredytobiorcy mogliby spać spokojniej uwolnieni od wizji komornika pukającego do drzwi. Jeden warunek - zbankrutować w ten sposób będzie można tylko raz w życiu.

Przemysław Gosiewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, które przygotowało projekt ustawy ma nadzieję, że jej uchwalenie nastąpi jeszcze w tym półroczu, tym bardziej, że pomysł spotkał się z przychylnością ze strony wszystkich klubów parlamentarnych.

- Wstępny projekt został ciepło przyjęty - mówi poseł Gosiewski. - Jednak na ile kluby opowiedzą się za tym rozwiązaniem, będzie można stwierdzić po pierwszym czytaniu ustawy w Sejmie.

UCIECZKA W SZARĄ STREFĘ

Piotr ukrywa się przed komornikiem od czterech lat. Jego kłopoty zaczęły się od lukratywnego kontraktu. Zachodnia firma zleciła mu wprowadzenie na rynek swoich produktów. Bank zaakceptował biznesplan i przyznał pożyczkę na rozpoczęcie działalności. Piotr kupił ciężarówki, zatrudnił ludzi. Po sześciu miesiącach nowa sieć sprzedaży zaczęła przynosić zyski. Bank zachęcony wielkimi kwotami płynącymi przez konto Piotra składał mu nowe, fantastyczne kredytowe oferty.

Wtedy producent z dnia na dzień zmienił warunki umowy i zmniejszył o połowę prowizję Piotra.

- Sytuacja była jasna - mówi Piotr. - Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść.

Piotr zbankrutował. Wierzyciel wystąpił do sądu, który zaocznie wystawił nakaz wykonawczy. Na jego podstawie komornik zlicytował mieszkanie Piotra. Samochód udało się wcześniej przerejestrować na znajomego.

- Musiałem zabezpieczyć narzędzie pracy, przecież zaczynałem wszystko od początku - tłumaczy Piotr. Bank natychmiast wypowiedział umowę kredytową, nie czekając, czy dłużnik będzie w stanie spłacać kolejne raty. Piotr jednak szybko znalazł pracę i chciał dogadać się z bankiem. Usłyszał, że musi spłacić gotówką 70 procent należności, wtedy mogą umorzyć odsetki karne. Warunki były niemożliwe do spełnienia, wkrótce pensję Piotra zajął komornik.

BANKRUTEM ZOSTAĆ WARTO

Ustawa o bankructwie konsumenckim mogłaby pomóc Piotrowi. Zgodnie z nią powinien się stawić przed Konsumenckim Kolegium Orzekającym. Te quasi-sądowe instytucje byłyby powoływane przez lokalne delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Kolegium orzekałoby o upadłości tylko wtedy, gdy długi przekraczałyby zyski klienta w wymiarze miesięcznym lub rocznym.

- Dzisiaj wiele osób zniechęcają do spłaty rosnące koszty poboczne kredytów, chociażby odsetki karne - mówi Gosiewski. - Zgodnie z naszym projektem można by negocjować na przykład umorzenie części odsetek po spłaceniu należności głównej.

Innym sposobem miałoby być oddanie całego majątku w ręce syndyka, który - spieniężając go - dążyłby do zaspokojenia roszczeń wierzycieli. Niepokój banków budzi jednak zapobiegliwość Polaków, którzy mogliby wcześniej przepisać swe dobra na inne osoby.

- Od chwili wystąpienia z wnioskiem upadłościowym dłużnik będzie tracił prawo do dysponowania swoim majątkiem, natomiast jeśli nic nie ma, nie będzie mógł skorzystać z instytucji upadłości - uspokaja poseł Gosiewski.

Upadłość konsumencka jest powszechnie stosowana na świecie. Na palcach jednej ręki można policzyć kraje Unii Europejskiej nie mające podobnych uregulowań.

KREDYT DLA KAŻDEGO

Piotr wprowadził unijne standardy na własną rękę. Zrezygnował z pracy. Zarejestrował firmę na znajomego, chociaż w rzeczywistości prowadził ją sam. Zniknął dla fiskusa.

System działał, dopóki Piotra nie dopadła choroba. Znajomy zatrudnił go wtedy na pół etatu z pensją 400 złotych. Piotr zyskał świadczenia zdrowotne, a komornik musiał obejść się smakiem, gdyż najniższe krajowe wynagrodzenie jest zwolnione z egzekucji skarbowej.

Po czterech latach Piotr eksperymentalnie wystąpił do banku o kredyt i... otrzymał go - chociaż tropił go komornik, jego nazwisko widniało w międzybankowych rejestrach bankrutów, a oficjalne zarobki nie pozwalały przeżyć miesiąca. Po spłaceniu pierwszego kredytu bank zaproponował kolejny.

W bankach nie ma przepływu informacji między działami - mówi pracownica dużego banku z kapitałem zagranicznym. - Pracownicy dostają prowizję od podpisania umowy kredytowej. Nie obchodzi ich, że ktoś później nie będzie miał z czego spłacać. To już zmartwienie działu windykacji.

- Z kilkuset próśb o złagodzenie spłat banki pozytywnie załatwiają zaledwie kilkanaście - mówi Joanna Nazarska, prawnik firmy Consulto, pomagającej wyrwać się z pętli kredytowej. - A i to po wielomiesięcznych negocjacjach.

Klienci nie proszą o umorzenie długu, ale o rozłożenie go na dłuższy okres, by raty były mniejsze. Banki, zamiast negocjować, żądają natychmiastowej spłaty i naliczają karne odsetki. Artur R. z Warszawy miał kartę kredytową Banku Śląskiego z limitem 18 tysięcy złotych. Po utracie pracy nie był w stanie wysupłać 500 złotych na ratę. Od półtora roku śle pisma do banku i płaci zadeklarowane 350 złotych miesięcznie. Jedyną reakcją banku jest pismo, że zadłużenie wzrosło do 20 tysięcy.

WIEMY O TOBIE WSZYSTKO

Sprawy trudnych kredytów bank oddaje w ręce firmy windykacyjnej. Jej pracownicy potrafią wywierać presję psychiczną. Programy komputerowe podpowiadają im, kiedy najłatwiej uchwycić dłużnika pod telefonem i jaką wybrać strategią rozmów.

Telefon Piotra rozdzwonił się zaraz po ogłoszeniu bankructwa. Kolejni windykatorzy straszyli konsekwencjami. Kilkakrotnie pojawiali się u niego pozbawieni szyi przedstawiciele odzyskujących długi firm o wiele mówiących nazwach typu Post Mortem. Znikali, gdy Piotr wzywał policję. Nie wiadomo jednak, ile osób ugięło się pod presją typów sugerujących, że wiedzą, gdzie się uczą dzieci dłużnika.

Artykuł 104 prawa bankowego jasno mówi, że banki nie mogą przekazywać danych klienta firmom zewnętrznym - przekonuje Ewa Kapczuk z Consulto. - To złamanie tajemnicy bankowej, za które grozi grzywna do miliona złotych i pozbawienie wolności do lat trzech.

Dyrektor Związku Banków Polskich Jerzy Bańka inaczej interpretuje te same przepisy. Według niego artykuł 104 zezwala ujawnić dane klienta w zakresie koniecznym do wykonania zawartej umowy. Jeśli więc klient nie płaci, można jego sprawę przekazać zewnętrznej firmie windykacyjnej. Jednak z doświadczenia Consulto wynika, że banki często same nie wiedzą, co im wolno, i na wszelki wypadek wycofują się z windykacji poprzez firmy zewnętrzne, jeśli klient wystosuje pismo z zażaleniem. Od l maja 2004 r. wejdą w życie nowe przepisy, które wprost wymieniają podmioty gospodarcze, jakie bank może zatrudnić do odzyskania długu.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZBIOROWA

Zdarza się, że pracownicy firm windykacyjnych rozpowiadają sąsiadom o kłopotach finansowych dłużnika, a nawet uciekają się do podstępów. Przedstawiciel jednej z firm odwiedził w pracy siostrę Piotra. Opowiedział wszystkim, jaki to oszust z jej brata, i zagroził, że nie wyjdzie, dopóki ona nie weźmie na siebie części długu, podpisując weksel na tysiąc złotych. Skołowana kobieta parafowała dokument in blanco. Później okazało się, że windykator wpisał kwotę pięciokrotnie wyższą.

Jednemu z naszych klientów bank zabrał samochód, mimo, że właśnie negocjowaliśmy warunki spłat - opowiada Ewa Kapczuk. - Powiedzieli, że oddadzą, jeśli wpłaci 4,5 tysiąca. Klient zapożyczył się, wpłacił i... usłyszał, że zwrócą auto, kiedy spłaci wszystko.

Dłużnicy banków żyją w ciągłym stresie.

Mam klientkę, która nic wytrzymała napięcia i w grudniu próbowała popełnić samobójstwo - opowiada Jolanta Misztal z przedstawicielstwa Consulto w Szczecinie. Inny jej klient, gdy po wielu nieudanych próbach negocjacji bank zajął mu całą pensję, wyprowadził się z domu, od kilku tygodni nie daje znaku życia.

CZARNA LISTA BANKÓW

Roman Sklepowicz, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych przez System Bankowy, uważa wprawdzie, że umowa rzecz święta i należy się pięć razy zastanowić, zanim się ją podpisze, ale popiera wprowadzenie bankructwa konsumenckiego, bo każdy powinien mieć prawo raz w życiu się pomylić.

Zdaniem Sklepowicza nowe prawo ożywiłoby gospodarkę. Dzisiaj czarne listy kredytobiorców zamykają przed mnóstwem osób i drogę do nabywania dóbr, ale też do prowadzenia działalności gospodarczej.

Prowadzimy kilkaset spraw o doprowadzenie do bankructwa przedsiębiorców, zajmuje się nimi prokuratura - mówi Roman Sklepowicz.

Dane zebrane przez stowarzyszenie pokazują, na czym polega ten proceder. Przedsiębiorca bierze kredyt inwestycyjny na budowę na przykład hotelu. Bank wypłaca pieniądze w transzach, przy czym ostatnią wstrzymuje przed zakończeniem budowy, bo uznaje, że inwestycja się nie zwróci, więc nic będzie to topił w niej kolejnych pieniędzy. I rzeczywiście - właściciel hotelu nic jest w stanie spłacać kredytu, bo przecież hotel nie funkcjonuje. Komornik licytuje budynek, zwykle jest już na niego kupiec.

Każdego roku banki udzielają kilku milionów kredytów - tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Zdarzyły się przypadki, że klienci czuli się poszkodowani, ale z naszych obserwacji wynika, że część z nich odstępowała od założeń biznesplanu lub starała się wykorzystać kredyt niezgodnie z jego przeznaczeniem.

TROFEA BANKOWE

Piotr nadal działa w szarej strefie. Czeka na przedawnienie, które w sprawach karnoskarbowych upływa po 10 latach. Zostało mu jeszcze sześć, ale jeśli w ostatnim roku komornik chociażby wyśle pismo, trzeba odczekać kolejną dekadę. Wybawieniem mogłaby okazać się ustawa o bankructwie konsumenckim.

Prezes Consulto Krzysztof Brama nie obawia się, że nowe uregulowania odbiorą mu klientów. - Trzeba pamiętać, że zbankrutować można tylko raz - mówi. Poza tym banki może chętniej będą negocjować, mając w perspektywie możliwość ucieczki klienta w bankructwo.

Na razie dziennie zgłasza się do firmy po kilkadziesiąt osób. Przychodzą załamani, płaczą, często po raz pierwszy opowiadają komukolwiek o swoich problemach. Jak trudne są negocjacje z bankiem, przekonałem się na własnej skórze. Przez dwa lata starałem się przesunąć termin płatności z 5. na 10. dzień miesiąca. Bez skutku. Spóźniałem się więc z płatnościami, a za każde moje potknięcie bank liczył sobie 70 złotych. Od kilku tygodni na mojej ścianie wisi trofeum - list o spłacie całości kredytu. Ponad milion rodzin w Polsce jeszcze długo nic będzie mogło sprawić sobie podobnej ozdoby.

Konrad Dulkowski

Przekrój nr 12 z dnia 21 marca 2004r

Komentarz Consulto

W artykule zostały przytoczone słowa naszej konsultantki, która mówi, że bank nie może przekazać danych klienta firmom windykacyjnym, natomiast dyrektor ZBP Jerzy Bańka twierdzi, że jeśli klient nie płaci, można jego sprawę przekazać zewnętrznej firmie windykacyjnej.

Jednak redaktor nie zamieścił ważnej informacji, że bank może przekazać dane klienta firmie windykacyjnej jedynie wówczas, gdy klient w umowie kredytowej został poinformowany, że bank współpracuje z określoną firmą windykacyjną (zindywidualizowaną poprzez określenie jej nazwy, adresu/siedziby) i wyraził pisemną zgodę na to, że w przypadku nie spłacania zobowiązań wynikających z umowy kredytowej, właśnie ta firma z ramienia banku będzie windykowała jego należności. Z praktyki wynika, że tylko kilka na tysiące zawartych umów posiada taką klauzulę.

Dlatego też wypowiedź naszej konsultantki jest słuszna, natomiast dyrektor Bańka dziwnym trafem nie dopowiedział w swojej wypowiedzi, w jakich okolicznościach bank może zlecić windykację należności klienta zewnętrznej firmie nie łamiąc tajemnicy bankowej. Wygląda na to, że właśnie takie niedopowiedzenia i wygodna dla jednej strony interpretacja przepisów doprowadziły do tego, że banki przekazały dane swoich setek tysięcy klientów firmom windykacyjnym łamiąc obowiązujące je bezwzględnie prawo bankowe.

Cookies
Cookies

Ten serwis używa plików cookie

więcej »
WSPARCIE
WSPARCIE FINANSOWE

więcej »
SPRAWY W TOKU
SPRZEDAŻ DŁUGÓW BANKOWYCH
POZEW DOBRA OSOBISTE
OFERTA UTWORZENIA BIUR PRAWNYCH
PRASA
Najdroższa kobieta Tuska
Oszczędny sąd
Banki nie patrzą komu dają pieniądze
więcej »
Ekspert od banków
Ekspert od banków - Artykuł w Newsweek Polska z 06.05.2007
Moje sprostowanie do artykułu w Newsweek Polska
WITAMY
KONTAKT

Witamy w internetowym serwisie Stowarzyszenia. Jego ostateczny kształt jest dopiero opracowywany. Stowarzyszenie funkcjonuje pod nazwą - STOWARZYSZENIE POKRZYWDZONYCH PRZEZ SYSTEM BANKOWY I PRAWNY.

więcej »
Adres: 60-179 Poznań, ul. Grunwaldzka 222 m. D-1, telefon Prezes Roman Sklepowicz - 0695577491, email: stowarzyszenie@sklepowicz.pl