*** PRZEKLĘTA IV WŁADZA !!! ***

Sierpień 16th, 2010 sklepowicz 14 comments

Z konstytucji RP.

Art. 10.

  1. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.  
  2. Władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały.

Tyle i tylko tyle !

 A rzeczywistość ?  Rzeczywistość  jest inna niż definiuje to konstytucja RP !

Popularnym stało sie powiedzenie, że IV władzą są dziennikarze.  Często słyszymy to z  różnych mediów.  Osobiście nie miałbym nic przeciwko temu,  gdy nie fakt ,  że  jest  w  naszym kraju  IV władza , o której się publicznie  nie mówi.

DLA WIELU MILIONÓW POLAKÓW JEST NAJWAŻNIEJSZĄ , PRZEKLĘTĄ  I NAJBARDZEJ  PODŁĄ  WŁADZĄ !!!

Tej władzy nie powołała  żadna ustawa, żadne stanowione prawo,  NIKT TEJ WŁADZY NIE KONTROLUJE,  ona  jest  ponad  WSZELKIM  PRAWEM  I  NADZOREM !!!

                        TO  FIRMY WINDYKACYJNE   I  W I N D Y K A T O R Z Y !

Za dni  kilka przygotowany materiał zostanie opublikowany.

 

Proszę jednak czytelników, jeśli mają własne doświadczenia  z windykacją i jej pracownikami, by (już) w komentarzach, bądź mailem do mnie  (roman@sklepowicz.pl) przekazali swoje doświadczenia z tych spotkań i telefonicznych rozmów z tą pożal się Boże IV władzą !

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** MIŁOŚĆ Z SERCEM W DŁONI ***

Lipiec 20th, 2010 sklepowicz 19 comments

Wsiadając do nocnego pociągu do Warszawy zawsze “poluję” na pusty przedział. Lubię jechać sam i przy oknie. Czytam gdy chcę, gaszę światło jak mi przychodzi ochota na drzemkę. Klimę podkręciłem na max. w końcu na dworze jest 26 stopni. I tym razem mi się udało. Pociąg ruszył, a do mojego przedziału nikt nie zaglądnął. Tyle co intensywność miejskich świateł zaczęła maleć, gdy usłyszłem na korytarzu warkot kółek od walizki. Moment zatrzymania i drzwi w moim przedziale otworzyła młoda dziewczyna z kruczo czarnymi włosami - można sie do pana dosiąść ?

- oczywiście odparłem, siląc sie na nocną uprzejmość. Wykupiłem tylko jedno miejsce. Proszę nie dźwigać pomogę pani. Zachowam się – pomyślałem – wstając i dość ciężką walizkę z udawaną lekkością ulokowałem na półce.

- mam na imię Roman – rzuciłem od niechcenia – spojrzałem na współpasażerkę – o rany, ale ładna dziewczyna, niestety mogłaby być moją córką, z założenia nie podrywam kobiet młodszych od mojej córki.

- mogę też zająć miejsce przy oknie ?

- oczywiście odparłem, chytrze kombinując, że chociaż sobie do woli na nią popatrzę.

- mam na imię Sara – jadę do Warszawy – czy ten pociąg zatrzymuje się na innych stacjach ?

- nie pierwsza stacja to dworzec centralny w Warszawie. Myślę, że wszyscy pasażerowie tego nocnego pociągu wysiadają na centralnym. Raczej nie prześpimy centralnego. Raczej – powiedziałem – licząc, że gdybym ja usnął to może Sara wpadnie na pomysł by mnie obudzić.

Wpatrzony w jej piekne oczy, włosy, niespotykaną powszechnie urodę – tak po cichu – żałowałem, że mam już tyle lat i szkoda fatygi, bo po prostu jestem dla niej za stary.

W miarę  upływu czasu rozmowa od przypadkowych, typowych wyrazów o moich dzieciach i wnukach, nie bez mojego powodu zaczęła schodzić na jej życie. Ma 27 lat, mieszka w Izraelu, jest jak każda kobieta tam mieszkająca, również i żołnierzem, ma w domu karabin i cały ekwipunek żołnierski. Pracuje w księgowości na poczcie. Uczy się na podyplomowych studiach ekonomicznych. Lubi psy, ma dwa młode czau-czau.

Coś mnie cholera podkusiło, by – choć nigdy tego nie robię – wleźć na temat starających się o jej względy chłopaków. Co mnie mogą obchodzić inni – młodsi – faceci, skoro ja nimi  nie moge być.

Patrzyłem w jej wielkie, śliczne oczy. Czułem, że zastanawia się czy kontynuować rozmowę. Czy warto dalej ciągnąć temat z nieznanym sobie facetem, którego tylko co poznała i wie,  że ma na imię Roman.

Problem sam się rozwiązał, właśnie wszedł barman oferując nam kawę lub herbatę z batonikiem na dodatek.

Po kilku łykach kawy Sara zapytała mnie. Ile miałem dziewczyn nim się ożeniłem? Jedną odparłem, jedną, ożeniłem się z moją dziewczyną z ogólniaka. Miałem wtedy 22 lata. Mamy wspaniałego syna Jacka.

A ja, a ja miałam trzech chłopaków. I na tym koniec. Nigdy nie będzie czwartego.

Patrzyłem w jej przymrużone oczy, kosmyk włosów w tak śliczny sposób zachodził na jej na policzek. Boże jakie ona ma piekne usta, zacząłem żałować, że lampy przy szlaku stoją tak rzadko. Chciało się by patrzeć na nią i patrzeć.

Wiesz z pierwszym moim chłopakiem chodziliśmy trzy lata. Nasi rodzice zdążyli sie zaprzyjaźnić, a my zwlekaliśmy z datą ślubu. To on był w wojsku to ja na ćwiczeniach, tak jakoś się nie układało. W końcu decyzja – w moje urodziny będzie ślub. U nas, wiesz to cały ceremoniał, zawiadomienie całej rodziny, przedstawienie mnie i jego wszystkim jej członkom, staranne wybranie miejsca ślubu, dobór ubrań, prezentów i miejsc przy stole, no wiesz tradycja.

Byłam tak dumna, koleżanki zazdrościły mi takiego fajnego chłopaka, a ja w nim kochałam – wiesz co ? – czułość jaką mi okazywał nie tylko sam na sam, ale przy wszystkich członkach rodziny i znajomych. Zawsze całował moje opuszki palców. Całował przy wszystkich moje włosy, potrafił na ulicy zatrzymać się  by  pocałować mój nos i uszy. Tak chciałam móc o nim powiedzieć – mój mąż.

Rankiem, dosłownie 2 dni przed ślubem, gdy byłam w sklepie kupić mamie lakier do włosów  usłyszłam wiele syren karetek pogotowia i policji, coś mną wtedy targnęło, nie wiem co ale dostałam takiego skurczu mięśni i zaczęłam cała dygotać. Sama do siebie mówiłam, ty głupia – syreny to u nas normalne. W końcu sąsiedztwo palestyńczyków winno nas uodpornić na dźwięk syren. Pośpiesznie wróciłam do domu, jakoś zwlekałam z wyjściem do pracy. Nie lubię się spóźniać. Pakując torbę, dzwonek do drzwi jakby specjalnie głośno nakazał odrętwienie domowników. Nikt specjalnie się nie spieszył do ich otwarcia. Babcia  jak zwykle je otworzyła, ona w takich napiętych momentach zachowuje zimną krew, ma to z warszawskiej, okupacyjnej  młodości.

Stojący w drzwiach policjant, tak urzędowo – nie jak znajomy ojca – wyrecytował, że twoja  wnuczka ślubu mieć nie będzie. On był w tym autobusie, w którym ta palestynka się wysadziła.

Podaruję ci jak zareagowałam, co czułam, podaruję ci opowieść młodej, zakochanej kandydatki – za dwa dni – na żonę. Nie ma takiego bólu, który można by porównać z tym co wtedy czułam. Nie opowiem ci, czy i  ile można nie spać po takiej wizycie. A musisz żyć, pracować, mówić dobranoc mamie, musisz patrzeć na ulicach jak inni się całują, jak nie daj Boże on całuje ją w nos czy po włosach. Musisz żyć, choć w szafie masz karabin z kilkoma załadowanymi magazynkami. Świat na ciebie i was patrzy ! A ja co ? Świat, cały Izrael, premier rządu ? Ja go kochałam, ja chciałam być  żoną, matką, szczęśliwą kobietą.

Szukałam w swoim sercu miejsca na przebaczenie, na tolerancję i miłość do drugiego człowieka. Może ona też kochała, może zrobiła to czego ja nie miałam sił uczynić ? A może wierzyła bardziej jak ja. Wiem, że aby nie zwariować bardziej tłumaczyłam ją,  jak utyskiwałam nad swoim losem. Za rok będzie olimpiada, okres pokoju i zawieszenia broni, okres zastanowienia i zadumania się nad życiem  każdego człowieka – w tym, mam nadzieję i moim.

W wojsku poznałam mojego nowego dowódcę plutonu. Znał moją historię od swego poprzednika. Jakoś szczególnie odnosił się do mnie i co było wyczuwalne, starał sie do mnie zbliżyć.

Nie byłam gotowa odwzajemnić  jego uczuć, rozum podpowiadał mi tylko, żebym nie zabijała sympatii drugiego człowieka. Kilkanaście wspólnych spacerów, wypady do kawiarni i kin, wspólna wycieczka do Tokio  i tak miesiąc po miesiącu poczułam bliskość tego człowieka na tyle, by móc za nim tęsknić po nocach, spieszyć sie po pracy, by dać się mu pocałować.

Rozumiesz ? Raz jeszcze rodziny, spotkania, wspólne plany, jego ojciec wybudował mu przepiękny dom. A ja chciałam już być żoną i matką. Projektowałam jak urządzę nasz ogród. Mnóstwo kwiatów, skalniaki  i alejkę róż. Po pracy chodziliśmy na wspólne patrole, zawsze  – tak się  układało,  że w patrolu byliśmy razem. Śmiał się, że musi mieć  oko na moje bezpieczeństwo w wojsku, że on zawsze mnie obroni. Czułam się przy nim bezpiecznie  i podświadomie tłumaczyłam sobie, że jakby co to zginiemy razem. Wiesz nazywałam go pieszczotliwie batonik, bo zawsze miał w bocznej kieszeni munduru kilka batoników. Podjadałam mu je czasami. Czułam, że jak sięgam do jego kieszni podkradając mu batonika to on robiąc taką  obrażoną  minkę , jest szczęśliwy.

Tej środy, odeszliśmy od patrolu, bo chcieliśmy przymierzyć szyty przez niego garnitur. Krawiec miał warsztat dosłownie  kilkanaście  metrów od głównej ulicy. Koledzy zaczekajcie dziesięć minut poprosił. W bramie krawca stał może 12 – letni chłopiec wpatrując się w nas. Na taka sytuację batonik zawsze wystarczał. Typowe - dzieciaki zawsze proszą o cokolwiek. Zapamiętam, że jak jego ręka siegała do bocznej kieszeni po batonika, to wierz mi – jeszcze dziecko – z pod kurteczki wyjęło pistolet i bez namysłu strzeliło prosto w jego  pierś.

Jeden strzał, moje osłupienie, reakcja strzelać, zabić, to jeszcze dzieciak, nadbiegający pozostali żołnierze patrolu, on leżący z krwawą plamą na piersiach, dzieciak stojący z rękoma do góry, koszmarny ból głowy i ta bezsilność w odpowiedzi na pytanie – dlaczego ???

Wiesz, wtedy pierwszy raz w życiu poczułam sie staro. Poczułam wielki bezsens swojego istnienia. Nagłówki w gazetach, potrzeba palestyńsko – izraelskiego pokoju, apele miedzynarodowej społeczności o trwałą stabilizację  na bliskim wschodzie. Zrozumiałam, że mnie to gówno obchodzi. A  co z moim bólem, co z moją potrzebą macierzyństwa, co z moją miłością, którą zdążyłam już obdzielić dwóch facetów. Kto ujmie się nad  moim nieszczęściem. Komu mam ofiarować moje  cierpienie. Kto mi zapłaci za łzy ?

Długo dochodziłam do siebie. Z pracy dostałam delegację do obsługi naszej ekipy na olimpiadę. Przepyszne otwarcie, atmosfera przyjaźni miedzynarodowej, sympatia odnoszenia się do siebie wszystkich ekip, poczucie bycia w wielkiej miedzynarodowej rodzinie, gdzie wszyscy są sobie równi i bliscy. Czuć było,  że wyjątkowy nastrój  likwiduje różnice poglądów, religii, koloru skóry.

Rok po olimpiadzie, gdy jechałam pociągiem – tak jak  z tobą w tej chwili – w przedziale siedział Isak, którego poznałam w ekipie olimpijskiej. Tak jakoś  zgadaliśmy się o jego życiu i stracie narzeczonej w zamachu. Przez pięć lat nie mógł dojść do siebie. Tak jak ja mieli wszystko przygotowane do ślubu, a na dzień przed nim ona zginęła.

Wiesz, że można poczuć do kogoś obcego uczucie sympatii  - a może więcej – od pierwszego wejrzenia ? Jak się roztawaliśmy na dworcu to byłam przekonana, że my się jeszcze będziemy wiedzieli. Sama tego wieczoru chciałam zadzwonić do niego, ale mnie uprzedził..W kafejce mojego hotelu piliśmy czerwone wino, tańczyliśmy do drugiej nad ranem. Nie wyobrażasz sobie jak szybko można się  zakochać po doświadczeniach jakim oboje byliśmy poddani. Z jaką pielęgnacją podchodzisz do partnera, który nie jest twoim pierwszym. Jak czujesz bliskość jego dłoni, gdy trzymasz je w swoich rękach. Przekonana byłam, że on jest nagrodą za moje smutki czasu  minionego. Dni rozstania przeliczałam na godziny, minuty, sekundy. Tak bardzo chciałam być z nim szczęśliwa.

Po pracy w piątek wieczorem pojechaliśmy do stolicy, by trochę się obkupić na przyszłe wesele. Chodziliśmy po galeriach w nadzieji, że natrafimy na coś szczególnego czego u nas kupić nie można. Tak  już na siłę kupiłam mu fajny krawat, a on mi korale.  Mało to się  liczyło, byliśmy razem i chcieliśmy być na zawsze ze sobą. Przepych stolicy, kolorowe ulice, reklamy, muzyka w kawiarenkach dekorowały naszą miłość i pragnienie bycia na zawsze razem.

Rozumiesz ? Na zawsze razem. Zapomnieć o przeszłości, zapomnieć o cierpieniach teraz już będzie inaczej, teraz już będzie szczęśliwie.

Kupiliśmy w kiosku lody, takie w pazłotku – wiesz – trzymając się za ręce szliśmy ulicą. On ostatniego kęsa lodu wziął w zęby i włożył mi do ust przy jednoczesnym całusie. Tak śmiesznie to zrobił, a jednocześnie tak naturalnie szczerze. Tak mi w tym momencie było dobrze, tak kobieco się poczułam.

Odszedł kilka kroków w bok, by wrzucić pazłotka do ulicznego kosza na śmieci.

Wtedy nastapił wybuch. Rzuciło mnie kilka metrów w stronę trawnika. Czułam, że tracę przytomność, ale jakimś ostatnim poczuciem utraty Isaka na czworakach doczłapałam sie do niego. Był cały we krwi. Wnętrzności  przykrywały jego brzuch, widziałam jego serce. Bijące serce. Patrzył na mnie takim najukochańszym wzrokiem jakby chciał mnie przeprosić za to, że on leży na ziemi zamiast mnie tulić. Nie odchodź - prosiłam, przecież jestem twoją żoną, Bóg łączy miłość w  małżeństwo, jestem twoją żoną ! Bezwiednie ujęłam jego serce w dłoń, by nie opierało się o białe wystające żebro. Przyłożył swoją rękę do mojego policzka i wyszeptał - będziemy jeszcze razem moje skarbeńki -będziemy jeszcze razem.

Zapłakanymi oczyma spostrzegłam, że trzymane w ręku jego serce już się nie rusza. Całując go powiedziałam -  Isak jestem twoją żoną do końca dni moich. Do końca dni moich.

Czy teraz  rozumiesz co miałam na myśli mówiąc, że czwartego nie będzie ? Nie żyję żądzą zemsty, nie boję się jakichkolwiek zapowiedzi irańskich psychopatów czy palestyńskich wojowników. Ja nie urodziłam się, by z kim kolwiek wojować. Chciałam jak każda normalna kobieta mieć męża, dzieci, dom i  kochać rodzinę, swój kraj  i wszystkich na świecie. Ja o nic wiecej nie prosiłam jak tylko o prawo do miłości, a dane mi było prawo trzymania ukochanego serca w swoich dłoniach.

Rozumiesz mnie Romanie ?

Pociąg zatrzymał się na centralnym.

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** 53 % W IMBRYKU ***

Lipiec 6th, 2010 sklepowicz 14 comments

Szczere GRATULACJE dla Bronisława Komorowskiego !   Każdy wolny wybór to święto demokracji.   Tak wielu za tym tęskniło, tak wielu o to walczyło niejednokroć płacąc za tę możliwość najwyższą cenę.   Rzec  by  HURRA !!

Nie zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim w jego stwierdzeniu, że PO przejęła całą władzę w naszym kraju.

Panie Prezesie,  Platforma Obywatelska  przejęła CAŁĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ za losy  każdego z nas. Historia uczy, że jak ktoś bierze wszystko  – z nikim się nie dzieląc –  to odpowiedzialność jest jak w spółce jawnej – całym majątkiem wspólników – w tym przypadku jednego właściciela spółki.

Teraz  już na wszystkich szczeblach władzy odpowiadają za swe decyzje  nominaci Platformy Obywatelskiej. Nie będą mogli się zasłaniać wpływem na ich postanowienia któregokolwiek z polityków, urzedników czy osób związanych z inną opcja polityczną. Teraz już sam sobie sterem i żeglarzem. Oczywiście w pełni odpowiedzialnym !

A czasy idą kiepskie ! Miała być druga Japonia, miała być druga Irlandia, a obecnie okazuje się, że  na niedalekim horyzoncie wałęsa się druga Grecja.

W napełnionym w 53%  (oczywiście herbatką) imbryku - postawionym w salonach wyborczych PO – zapach sukcesu ulotni się szybko bądź jeszcze szybciej. Za dni kilka trzeba zmierzyć się będzie z realizacją obietnic przedwyborczych, które dość atrakcyjnie brzmiały, ale ich realizacja BĘDZIE  KOSZTOWNA !

Plusk wakacyjnej wody za dwa miesiące zostanie tylko we wspomnieniach. Powrót do rzeczywistości zderzy każdego z bezwzględną matematyką  rachunku ekonomicznego, bo to już jesień i konieczność przedstawienia Sejmowi projektu budżetu na rok nastepny. A z  kasą – tak jak w większości polskich rodzin – cieniutko!

Obiecanki cacanki elekta Komorowskiego, a to że podwyżki dla nauczycieli, a że zniżki  dla studentów, a że nie ruszymy wieku emerytalnego i inne fajnie dające się słyszeć już w dzień po wyborach – nim opróżnił się imbryk – można uznać za całkowicie bez pokrycia i jakichkolwiek szans na spełnienie.

Jak mówi satyryk   SZANOWNE PANSTWO IDZIE BIDA !

Obecny deficyt budżetowy to 100 MILIARDÓW zł. !!!  W roku następnym może się  powiekszyć o kolejne 60 – 70 MILIARDÓW zł. !!!  To oznacza, że  może przekroczyć prawem dopuszczalną  granicę 60 %  i trudno będzie nie mówić o  katakliźmie budżetowym, bo Rząd będzie musiał na rok następny przygotować plan finansowy już   BEZ DEFICYTU !

A jak to zrobić ? Podwyższyć podatki – i tak już wysokie – to obniży konkurencyjność krajowych towarów i usług, głęboka redukcja administracji państwowej   ( jak zaczęła robić  to już Hiszpania, Grecja, Niemcy i Francja)  nie obędzie sie bez utraty popularności Rządu  (a idą kolejne wybory), głębokie cięcia w MON-ie  (1,95 % PKB – zapomnieć), MSWiA  czy Ministerstwie Zdrowia – gratuluję – poparcie w parlamentarnych wyborach AWS-u  (z roku 2001) ! Zmiejszenie zasiłków chorobowych, pogrzebowych, funduszu opieki społecznej  i alimentacyjnego , rewolucja w KRUS  wszystko to mozna zrobić, ale nie w przededniu dwóch kolejnych wyborów ! A aspiracje do wejścia do strefy euro ?  POLSKA DOSZŁA JUŻ  DO ŚCIANY ! Nie ma miejsca w bilansie na spełnienie przedwyborczych obietnic dzisiejszego elekta , któremu raz jeszcze serdecznie gratuluję wyniku wyborczego.

Czy wogóle jest jakieś sensowne  i   ”niedrogie”  politycznie wyjście ?

Na tym blogu jest ok. 20 wpisów, które mogą Panu Elektowi i jego formacji pomóc w odpowiedzi na to pytanie. Raptem czytania na pół godziny. ZAPRASZAM.

Na forum tej strony również – może nie politycy, ale jeszcze żywi, czujący swą krzywdę POLACY – dzielą się spostrzeżeniami, które gdyby były systemowo rozwiązane pomogły by w odpowiedzi na pytanie co można w tej sytuacji niedrogo zrobić ?

Z niegłosujących 45 % naszych obywateli to w większości  ofiary systemu administracyjnego, bankowego, wymiaru sprawiedliwości, nieprzejednanej podłości ludzi mających nawet najmniejszy kawalątek “władzy”, urzędniczej korupcji wszelakiego autoramentu, bezczelnego łupienia majątku przez upoważnionych i nieupoważnionych złodziei w majestacie prawa,  BRAKU INSTYTUCJI   typu – były sekretarz partii  -  do  którego  można  byłoby  się  udać  z  prośbą  O RATUNEK   przed  chamstwem, głupotą, bezprawiem, grabieniem majątku, niekompetencją administracji państwa !

Obywatel ma prawo być głupi, niedouczony,  popełniać błędy, nie zawsze zdawać sobie sprawę z tego czy dobrze i zgodnie z prawem postępuje. Ale Polska to NASZ kraj, my jesteśmy suwerenem ziem od bugu do odry, a politycy nie są namiestnikami właściciela Polski, a są WYBRANYMI  przez NAS  zarządcami  NASZEGO  państwa!

To Pan panie elekcie   ”rządził”,  gdy w Polsce powiesiło sie STO TYSIĘCY LUDZI, to Pan uchwalił  i  podpisał debilną ustawę o upadłości konsumenckiej osób fizycznych, to Pan wyraził zgodę na wykreślenie art. 92 c  z  Prawa Bankowego po której szerokim strumieniem fundusze sekutyryzacyjne rabują, gnoją, upadlają polaków. To za Pana bytności w Sejmie RP windykatorzy bezkarnie maltretują, doprowadzają do samobójstw, kastrują z człowieczeństwa tzw. dyplomatycznie elektorat.

Panie Bronisławie Komorowski ma Pan szansę to zmienić i pomóc Rządowi nie ogłosić bankrucji Polski.

OBIECUJĘ,  ŻE  W  PRZYPADKU  GDY  MNIE  PAN   ZAPYTA  O   RADĘ   UCZCIWIE   PANU   ODPOWIEM … 

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** MILIONY MOKRYCH GŁOSÓW ****

Czerwiec 21st, 2010 sklepowicz 11 comments

Dwudziestego  po  dwudziestej  jasnym  się  stało, że obu kandydatom na najwyższy  urząd  w  Polsce brakuje kilku milionów głosów do jego objęcia.

Ruszyli w doradczy  bój  PR-cy, politolodzy, psychologowie  społeczni  i  oczywiście  SZTABY !

Jak namówić  Napieralskiego?  Kto z przegranych  przekaże swoje głosy ?  Kogo przywołać z dodatkowymi  głosami ?  Jak namówić elektorat by zrezygnował z pierwszych  dni  wakacji ? Jak namówić  15 milionów niegłosujących  w pierwszej turze ,  by poszli  i  na mnie  zagłosowali ?

JEST  NAD  CZYM  SIĘ  ZASTANAWIAĆ !

Nie mój problem, nie zdałem egzaminu. Zabrakło mi  40  tysięcy  głosów  poparcia.

Pozostała  sprawa. Pozostał problem – mokry problem  łez  z cierpień, a  i także z  powodzi  (podtopień), który czy się komuś podoba czy nie rozpoczął  jednostkowe  tragedie, które  od  jutra  bądź  za  kilka miesięcy pokażą swoje prawdziwe polskie  windykacyjno – egzekucyjne oblicze. Każdy z podtopieńców miał kredyt na np. telewizor, lodówkę, samochód, pralkę, maszynę rolniczą i co ? Komornika – windykatora – to nic nie będzie obchodziło. Media zapomną – ból będzie singlem.

Właśnie  weszła wczoraj nowa regulacja ustawowa, zezwalająca – każdemu –  już bez ograniczeń  wpisywania na listę  - OCZYWIŚCIE CZARNĄ –  każdego dłużnika powyżej 200 zł.   OKLASKI DLA POSŁÓW!!!

Dzisiaj odwiedził mnie pan Zenek  i zapytał co ma zrobić ? Wygrał zamówienie publiczne na wykonanie kanalizacji i doprowadzenie wody do domostw dzielnicy gminy. Wartość zamówienia 800 tys. zł. Wykonał, roboty odebrała  - a jakże – komisja gminy i … W związku z problemami finansowymi nie zapłaciła mu  ani grosza. On – mała firemka (kilkunastu pracowników) nie zapłacił poddostawcom  za rury i inne komponenty. Na pensje dla pracowników też już nie ma. To co jutro wszyscy go wpiszą na CZARNĄ LISTĘ , komornicy zajmą wierzytelność w gminie, a i tak po kosztach sądowych i egzekucyjnych zabraknie kilkaset tysięcy złotych. Zapytał czy już dzisiaj czy jutro ma się powiesić ???

To jest jedna z tysięcy historii, które znam. Pan Zenek ma sześcioro dzieci.

POLECAM – „Trzy kromki chleba”, „Miasto samobójców„ , „Bóg pan Wojciech Gostkowski„ , „Jest wtedy bardzo cicho„ - z tego blogu.

Szanowni   KANDYDACI  na urząd  Prezydenta RP.

Jesteście „w polityce„ wiele, wiele  lat. W tym czasie życie odebrało sobie ponad 100 TYSIĘCY POLSKICH OBYWATELI !

Czy uważacie, że wszyscy byli chorzy psychicznie ? A może WY  swoimi  nietrafionymi  ustawami  założyliście im pętlę na szyję, a ONI tylko kopnęli  stołek. Pani Krysia z Wrocławia, Grażyna z Wielunia, Waldek z Martyną, Albert z Zawiercia to CO ? statystyka wg. teorii bandziora Stalina !

Córka p. Krysi przysłała mi list pożegnalny jaki do niej i ojca – przed śmiercią -  napisała mama. Przyznaję do dzisiaj mogę przeczytać tylko pierwszą z czterech stron. Serce pęka i łzy nie pozwalają czytać pozostałych kart listu. ONA miała pełne prawo ŻYĆ !

Czy WY politycy wiecie jak miliony polaków boją się wizyty listonosza z „poleconym’’? Czy wiecie jak zachowują się windykatorzy ? Komornicy ? Firmy KRUK czy ULTIMO ? Czy wiecie jak lżą, zastraszają  kredytobiorcę   pracownicy windykacji   bankowej   zmuszając  do zaciągnięcia kolejnego  kredytu ? Czy  WY WIECIE ?

Pan Gerard Knosowski  z  Piły aresztowany na rok i 14 dni, by nie przeszkadzał  w sprzedaży nowiuteńkiej  -  przez siebie zbudowanej fabryki  – został uniewinniony przez wszystkie instancje sądowe (w tym SN) -  wyrokami tych sądów został ZOBOWIĄZANY do zapłaty  8400 zł  za  pobyt w areszcie, bo jak niesłusznie to trzeba zapłacić ! Jego fabryka przez syndyka sprzedana została za 716 tys. zł, by po wpisaniu do ksiąg wieczystych warszawskiego nabywcy  mogła zostać sprzedana niemieckiej firmie Henkel  za 15 MILIONÓW DOLARÓW !   CO KNOSOWSKIEMU Z TEGO, ŻE PREZYDENT - PIŁY-  (TEŚĆ) PREZESA SĄDU, SYNDYK posiedzieli chwil kilka na ławie oskarżonych. ONI mają się  do dzisiaj dobrze. Knosowski – z wielomilionowym długiem – ma komornika do końca  życia.

Szanowni  KANDYDACI !

Tych o których mówię są MILIONY ! Wiele milionów upodlonych, ludzi śmieci, ludzi  z  tzw. szarej strefy, ludzi którzy  NIGDY  NIE  BĘDĄ  W STANIE  ODDAĆ  SWOICH  DŁUGÓW.

PROPONUJĘ  WAM  KONTRAKT !!!

Ja  – bezpłatnie – wystąpię  do nich  o zagłosowanie  na Jednego z Was !

A  w zamian zobowiązanie do przeprowadzenie w Sejmie RP  ustaw :

1.Zmiana ustawy o upadłości konsumenckiej osób fizycznych (w/ż 31 marca 2009) o jednorazowe ogłoszenie upadłości – bez podania przyczyn – w życiu  każdego obywatela RP, oczywiście orzekanej przez Sąd.

2.Amnestia dla wszystkich   OCZEKUJĄCYCH  na odbycie kary pozbawienia wolności. Jest ich ok. 45 tys. osób. Jeśli są  tak niegroźni, że  mogą czekać to może zawiesić im karę np. na 5 lat i  NIECH SIĘ NIE BOJĄ. Niech pracują, wychowują dzieci  i niech nie nasłuchują policji czy listonosza z wezwaniem do odbycia kary.

3.Amnestia i abolicja dla przestępstw z art. 286 kk, 296 kk, 585 ksh  – popełniający te przestępstwa uczyli się ekonomii socjalizmu, a nie kapitalizmu więc „wzięli stery’’ w swoje ręce i mogli nieświadomie popełnić przestępstwo. Gruba kreska   i t d … pionierzy kapitalizmu mogli nie wiedzieć ? Amnestia dla tzw. rowerzystów, za każdego MY podatnicy płacimy 3 tys. zł miesięcznie. Może lepiej te pieniądze skierować na służbę zdrowia. Miłosierdzie bracia i siostry – MIŁOSIERDZIE.

4.Zmiana ustawy o dziedziczeniu długów. ODPOWIEDZIALNOŚĆ  T Y L K O  DO  MAJĄTKU  OTRZYMANEGO  OD  SPADKODAWCY !!!

5.Zmiana ustawy (B. Bieruta – z 23 X 1948) o Bankowym Tytule Egzekucyjnym. Można ją będzie nadawać  - TYLKO – na posiedzeniu jawnym.

6.Zabokowanie konta firmowego będzie możliwe TYLKO przez Sąd po rozprawie jawnej – przy uczestnictwie stron.

 7.Odwołanie w sprawie opisu i oszacowania wartości nieruchomości (dla potrzeb licytacji) z urzędu rozpatrywał by Sąd z poza miejsca rozpoznawalności Sądu Apelacyjnego.

8.Nadawanie klauzul i tytułów wykonawczych TYLKO  dla pierwszego kredytu..A po jego całkowitym zwindykowaniu dla nastepnego.. Uchroni to tak banki jak i kredytobiorców od popadanie w tzw. SPIRALE   KREDYTOWE !!!

To tak mało bądź, aż tak wiele, ale szanowni kandydaci – Polacy w liczbie wielu milionów modlą się dnia każdego, by nadszedł ten dzień, by powyższe postulaty  ujrzały  większość  sejmowych  głosów.

TYCH  „ZMOCZONYCH ‘’ jest ok. 7 MILIONÓW   POLAKÓW.

Basia z Bydgoszczy, która w wieku 18 lat podżyrowała rodzicom kredyt – którego z różnych powodów nie spłacili ,  dzisiaj jest winna bankowi  11 MILIONÓW zł  ( plus narastajace odsetki ) !!!  -  Ona nigdy tych pieniędzy nie zwróci. Dajcie JEJ  żyć i pracować , założyc rodzinę i płacić podatki .

OKAŻCIE  TAKIM  – MIŁOSIERDZIE !!!

OD NICH  MACIE  NA 100 %  GŁOSY   P  O  P  A  R  C  I  A  …  ODWAGI KANDYDACI !!

O   D   W   A   G   I  !!!!!!!!

Tylko temu, który powyższym propozycjom udzieli poparcia GWARANTUJĘ głosy 4 lipca !

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** TRZY KROMKI CHLEBA ***

Maj 22nd, 2010 sklepowicz 19 comments

Tak mokro i nieprzyjemnie było tego wieczora.  Mgła deszczu przeplecionego wiatrem zacinała w twarz wywołując u mnie pragnienie dostania się na jakikolwiek przystanek, z którego można by odjechać gdziekolwiek. Nie chciało mi się tu być ani minuty dłużej. Uciec stąd, oddalić się, to takie smutne i złe  miejsce.

Do Zawiercia zaprosił mnie dyrektor szkoły podstawowej. Był nim już 36 lat. Znał dzieci, ich rodziców, a i ich wielu  dziadków też sobie przypomina. Dzwoniąc z zaproszeniem wręcz nakazał mi przyjechać.

 Pan musi tego wysłuchać. Ja muszę to panu opowiedzieć… To będzie opowieść o kimś innym jak napisali w gazetach. Niech pan mnie posłucha. Ja to wiem !

Czy pan wie jak górnik – Ślązak – kocha swoją kobitę ? Sie mówi okrutnie, mocno jak mocarny  jest węgiel, który ponoć karmi całą Polskę.  Albert poznał Reginę u mnie w szkole i choć byli małolatami to wszyscy od początku wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. To było widać. Ich w małżeńskie objęcia naznaczył los albo Bóg, ślub to była konsekwencja nikogo nie dziwująca.

Albert miał dwóch braci o kilka lat starszych i ojca -  górnika  - matka zmarła  –  ”oficjalna wersja ”, a nieoficjalna wyjechała za gachem do Wrocławia. Ojciec jak mógł najlepiej wychowywał synów na dobrych i przyzwoitych górników. Naśladował  w tym swego “fatra”, który twardą ręką po katolicku wpajał im zasady bycia dobrym Polakiem, wiernym Ślązakiem, obowiązkowym ojcem.

Po śmierci ojca bracia  wyjechali do Niemiec i tam założyli rodziny pracując – jak na górników przystało – w kopalniach.  Po ślubie z Reginą wzięli kredyt i kupili sobie  60 metrowe własnościowe mieszkanko. Na parapetówkę przyjechali bracia z rodzinami  (wtedy też dowiedzieli się, że matka zmarła  we wrocławskim przytułku). Albert  na kopalni  zarabiał  całkiem nieźle, stać ich było na urządzenie mieszkania, wycieczki zakładowym autobusem do teatru czy opery, a geburstag obojga  obchodzony był hucznie przy zaproszonych kilkunastu zaprzyjaźnionych rodzinach. Po 3 latach Regina dała mu   “prezent” rodząc mu  dwóch  wspaniałych Karlików. To najwspanialsze uczucie być ojcem twierdził przepysznie Albert radośnie wznosząc toasty na chrzcinach swoich chłopaków. Pokój malców cały wytapetowany był  historiami opowieści o muminkach.

Panie Romanie – niech pan słucha – to mógłby być i koniec mojej opowieści. To takie typowie, normalne - i żyli długo i szczęśliwie. Ja jestem pedagogiem blisko 42 lata, ludzie szybko zapominają, a ja chcę żeby pamięć i prawda o nich i ich miłości nie była oparta o kilkanaście kłamliwych zdań naszej lokalnej gazetki. Niech pan słucha.

Albert na szychtę szedł na popołudnie. Melodyjka domofonu nie przerwała jego  porannej krzątaniny. Tylko listonosz z poleconym. Dość gruba była ta  koperta. Regina  wyjąła  z niej plik dokumentów, prawie na każdym z nich widniała duża czerwona pieczątka. Próbowała wczytać się w poszczególne kartki, ale nie rozumiała co i po co Sąd i Komornik Sądowy je przysłali do nich. Jakieś nakazy zapłaty od kilkunastu banków, postanowienie o nabyciu spadku, zawiadomienie o wszczęciu egzekucji. O co tu chodzi - zastanawiali się. My mamy tylko jeden kredyt mieszkaniowy, którego ratę bank sam pobiera z  konta. Albert poukładał na logikę poszczególne kartki i po kolei zaczął śledzić ich znaczenie. Acha – to chodzi o jego nieżyjącą matkę - co ? razem ponad 800.000 złotych. Kto jej to dał ? Co ja mam do tych kredytów ? Ja nawet nie pamiętam jak ona wyglądała. Nawet alimentów na nas nie płaciła. Nie, to musi być jakieś nieporozumienie. Muszę to pokazać naszemu zakładowemu radcy prawnemu.

Wracając z kopalni zauważył światło w oknie ich kuchni. Reginka widać nie śpi. Martwi się bidulka. Fajnie, że kupiłem cztery pączki, może trochę poprawię jej humor. Zastał ją siedzącą przy kuchennym stole. Cała zapłakana, roztrzęsiona nigdy nie widział jej w takim rozdygotanym stanie. Urywanymi zdaniami z trudnością, przełykając łzy próbowała mu opowiedzieć o wieczornej wizycie dwóch windykatorów bankowych. Krzyczeli, ubliżali, nazywali złodziejką, kazali pilnować chłopa, który na kurwy potracił tysiace złotych, a na koniec kazali sobie za wizytę zapłacić 200 zł. Obiecali, że jak nie wpłaci paruset złotych do banku to ich wizyty dopiero się zaczną – o każdej porze dnia i nocy.

Albert bez wahania sięgnął po telefon – jaki ma numer policja ? – nigdy nie potrzebował numeru do nich. przypomniał sobie 112. Dyżurny komendy, słucham. Chciałem zgłosić, opowiedzieć o najściu mojego domu  przez  bankowych windykatorów, którzy naubliżali Reginie, znaczy się żonie, straszyli ją, zabrali 200 zł  i obiecali, że tu jeszcze będą wracać ! Przyślecie patrol czy coś ?

Panie Albercie – trzeba spłacać długi to windykatorzy nie będą przychodzić do domu. Pożycza się cudze, a oddaje własne. Dobry zwyczaj nie pożyczaj, a jak się pożyczyło to trzeba oddawać a nie dzonić po nocy na policję. Jest pan trzeźwy ? Tak jestem trzeźwy i przepraszam, tak  jestem trzeźwy.

Następne dni w życiu tej typowej górniczej rodziny przerosły typizowaną definicję słowa horror. W skrzynce pocztowej po kilka listów dziennie z kolorowymi ptakami, wilkami, wężami wzywające do zwrotu długu. Wszędzie ciebie znajdziemy, pod ziemią też. Nigdzie  nie ukryjesz  się  przed nami. Na  drzwiach  – każdego dnia -  ich  mieszkania po kilka naklejek   DŁUŻNIK. Telefon jak wściekły dzwonił o każdej porze. Ty suko, ty złodzieju, nieudaczniku pożyczyć  umiałeś, a oddać zapomniałeś. Stukanie do drzwi windykatorów, nachodzenie sąsiadów i informowanie ich o zadłużonym po uszy sąsiedzie,  sugerowanie, że przetracił na kochanki, że jest stałym klientem agencji towarzyskich, a pani wie ile tam kosztuje ? Wystawanie pod domem i chodzenie za Reginą krok w krok gdy szła do sklepu, przy kasie awantury skąd ma pieniądze dlaczego nie oddaje do banku. Do kopalni  komornik wysłał zajęcie na kwotę ponad 800 tysiecy złotych, podając tylko numery tytułów wykonawczych i  klauzul sądowych. Albert próbował tłumaczyć skąd ten dług. Czy wszyscy mu wierzyli ? Coś musi być  na rzeczy – na boku komentowali koledzy “dołowi”, a w administracji zastanawiali się na co wydał on  tyle  pieniędzy ? Taką kwotę trudno nawet przepić ! Padło w szatni pytanie po co ty pracujesz jak masz taka pożyczoną kasiorę ? Kiedy wyjeżdżasz na antypody ?

“Okrojona” przez komornika pensja wpływajaca na konto nie wystarczyła na pokrycie całkowitej raty za mieszkanie. Po trzech miesiącach do domu przyszło wypowiedzenie umowy kredytowej. Albert sam pokwitował odbiór poleconego. Nie miał odwagi powiedzieć tego Reginie. Dopiero co powiedziała mu, że chłopcy nie chcą wychodzić na podwórko, bo inne dzieci wyzywaja ich od bękartów złodzieja.  Sąsiadki przez okno wykrzykują do nich, żeby poszli sie bawić do agencji towarzyskiej gdzie łazi ich tatuś.

Regina wieczorem, nie zapalając światła na schodowej klatce wymknęła sie z bloku, by zrobić podręczne zakupy. Lodówka była już pusta. Wszelkie zapasy zjedzone. Przemykała się do pobliskiego sklepu zakrywając głowę szrokim szalem. Zresztą nikogo z przechodniów  to specjalnie  nie dziwiło, siąpił jesienny deszcz, na ulicy prawie nikogo. W sklepie na szczęście była  tylko  właścicielka pani Bożena. Nie odpowiedziała na przywitanie, ze spuszczoną głową Regina szybkim krokiem zaczęła zapełniać koszyk najbardziej potrzebnymi produktami. Po dojściu do kasy nie miała odwagi spojrzeć Bożenie – którą zna od wielu lat – prosto w oczy. Słyszała tylko pikanie czytnika kasowego, podała kartę  kredytową  i oczekiwała na podpisanie paragonu.

Co mnie  też chcesz okraść ! Zawyła Bożena ! Mam polecenie  z komputara, że mam ci zabrać kartę !Tryumfalnie wyjęła z pod lady nożyczki i przecięła kartę na pół. Oddaj siatkę  z zakupami, ja muszę ciężko pracować na życie i pilnować takich jak ty. Regina zdrętwiała, co sie w takiej sytuacji robi ? Zapłacić  gotówką, ale ja nie mam nic w portfeliku. Bożenko zapisz ten rachunek, a ja jutro wezmę od Alberta gotówkę i ci zapłacę, nieomal płacząc wyszeptała. Karliki są głodne ! Jak Albert ma gotówkę to niech pooddaje skąd wziął  i wstydu na osiedlu nie robi  wyrecytowała skrzypliwym głosem pani właścicielka sklepu.  Bożenko ! Karliki nie jadły ! Proszę ! Zapisz na zeszyt ! Błagam, już płacząc, prosiła Regina.

Z leżącej na ladzie siatki Bożena wyjęła ofoliowany bochenek chleba, patrzyła wprost na załzawioną twarz Reginy,  może da mi choć ten chleb pomyślała, Boże niech da, niech da. Święta Barbaro niech da.

Krótkim wprawnym ruchem Bożena rozerwała opakowanie i …  ze środka bochenka wyjęła trzy kromki chleba . MASZ  - dla ciebie i Karlików ! Dla twojego złodzieja chleba nie ma.

O 7 rano uporczywy dzwonek do drzwi postawił wszystkich na równe nogi. Komornik sądowy tu moja legitymacja, a ten pan to rzeczoznawca, będzie opisywał i wyceniał wasze mieszkanie. Idzie na licytację. Albert wyprosił żonę i dzieci do kuchni. Panie komorniku, a co z nami ? Jak to tak ? Na licytację ? Gdzie my się podziejemy ? Pod most panie Albercie, pod most ! Długi trzeba spłacać no nie panie rzeczoznawco ? On mnie się będzie głupio pytał ? Zarechotał komornik. Widać zadowolony ze swojego dowcipu bo jeszcze kilkakrotnie powtarzał pod nosem, pod most panie Albercie.

Tego wieczoru lało jak z przysłowiowego cebra, na niebie,  jak nigdy o tej porze, rozbłyskiwały się cicho błyskawice. Karliki jak było to w rodzinnym zwyczaju – przy burzy –  położyły się po obu stronach mamy. Albert w kuchni wypalał papieros za papierosem. Myślami przywoływał ojca, ojczulku co czynić ? Co ty byś zrobił na moim miejscu ? Ty wiesz - jakoś zapodaj radę - TATO !!!

Przy chlebaku na kołku wisiał drewniany różaniec ojca, ujął go w dłoń – twardą górniczą dłoń – i z całą siłą zacisną pięść. Podszedł go kuchenki gazowej i otworzył kurki na płycie i piekarniku. Spokojnym krokiem wszedł do pokoju gdzie leżała  Regina z Karlikami. Spali - mocno spali. Położył sie obok nich. Po cichutku muśnięciem ust ucałował Reginkę i Karlików.

Po raz pierwszy poczuł jak bezwiednie po twarzy spływają mu łzy, patrząc w blask błyskawic zaczął swoją prostą górniczą  modlitwę. Święta Barbaro weź Karlików i moją ukochaną Reginkę do lepszego nieba, zadbaj o nich, bo ja nie umiałem,  otul ich lepszą miłością, bo ja nie umiałem, zaprowadź ich do taty on się nimi zaopiekuje, daj im lepsze jedzenie oni ostatnio tak mało jedli, Karliki młode muszą wiecej jeść, Reginkę ustrój lepiej jak ja, ostatnio niczego nowego do ubrania jej nie kupiłem, Ty Święta Barbaro wiesz, że ja nikomu nic nie winien - Ty wiesz ! A jak by się dało  uprosić  Ojca to proszę bym znowu był z Reginką i  Karlikami. Ja ich  tak  bardzo kocham. Tylko ich kocham. Nie chcę ich kochać pod mostem. Święta Barbaro !!! Święta Barbaro !!!

Zapalniczkę, którą zapalił Albert ugasiła razem z mieszkaniem straż  pożarna. Panie Romanie, plotki i bzdury opisywane w gazecie to jedne wieklkie kłamstwa. Ja go znałem od małego, ojca znałem, Reginę znałem, Karlików znałem. Ja jestem tylko nauczycielem i nie rozumiem jak to mogło się stać. Czy choćby pan coś zrozumiał ?  DLACZEGO ???  Czy napisze pan prawdę ?

Tak panie dyrektorze – odparłem – w pełni rozumiem dlaczego i napiszę  prawdę.

Czynię to niniejszym obwiniając rządzących o śmierć Alberta, Reginy i Karlików i tysiące  im podobnych, którzy o istnieniu art. 1015 kc  (dziedziczenie długów)  nie   zostali  przez  NASZĄ   -   wybieraną przez  Nas władzę  -  poinformowani !

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** GRAVIORA MANENT ***

Maj 11th, 2010 sklepowicz 13 comments

 

 ”Graviora manent” (Najgorsze dopiero przed nami) 

                                                              Wergiliusz  – ”Eneida“

Mija miesiąc od chwili, która na pokolenia wpisana będzie w najnowszą historię Polski. Mój - wpis poniżej  - ”Ojcze Nasz” na długo nie straci swej aktualności, mam nadzieję, że nie tylko dla mnie.

Codzienność wymusza odniesienie się do potrzeb i wyzwań stawianych przez życie dnia każdego. Naturalna potrzeba wyboru nowego prezydenta, kolejne wybory – samorządowe i parlamentarne – światowy i europejski  kryzys ekonomiczny, aktualna katastrofa finansowa Grecji, w ”poczekalni kryzysowej” inne państwa europejskiej wspólnoty - to nie jedyne problemy, do których wszyscy  - w konsekwencji - ustosunkować  się będziemy musieli.

Od dwudziestu lat borykamy sie z problemem: jak wygrać wybory, gdy trzeba zrobić to co trzeba ! Obecne wybory prezydenckie są tego jednoznacznym dowodem. Żaden z kandydatów na ten najwyższy urząd w RP nie ma odwagi powiedzieć wprost. Mam taki pomysł, chcę go zrealizować, wierzę, że wprowadzenie go usprawni, pomoże, wesprze poziom życia Naszych obywateli. Każdy  się  ”miga” od stwierdzeń kategorycznych. Ujawnienie ich wprost naraziło by go na utratę zaufania tych co przez lata Go ”sponsorowali“. Każdy choć trochę rozumiejący polską rzeczywistość wie, że w kraju od dwudziestu lat obowiązują anachronizmy w systemie związków zawodowych, opieki zdrowotnej, ZUS-u i  KRUS-u, sądownictwa, szeroko rozumianej administratywie kraju. Dotknąć tych tematów ?Porażka wyborcza gwarantowana ! Odkładamy te tematy dla innych koalicji, które nie mając innego wyjścia zmuszone będą je podjąć nawet za cenę utraty wysokości słupka poparcia społecznego. Kto zdobędzie się na hasło likwidacji – zmniejszenia – ogromnego długu strukturalnego, który jak rak czeka na “dobry” moment by zaatakować. Kto odważy się   ”zaatakować“   niezależność  NBP, by zmusić go do współpracy z rządem – dla dobra – Nas wszystkich. Kto odważy się głośno powiedzieć, że przedsiębiorcy winni mieć głos decydujący na wszelakie gospodarcze decyzje rządu RP.

No co ? Z dziesięciu kandydatów na urząd prezydenta RP jest choćby jeden, który ma tę odwagę ?

Wolność ? – piękne słowo. To proszę o nazwisko tego, który odważy się stwierdzić, że jak wygram wybory prezydenckie to ułaskawię i zawieszę (np. na 5 lat) wykonanie kar pozbawienia wolności tym  co czekają na wezwanie do ich odbycia !!!  Jest ich w Polsce ok. 45 tys.  A może amnestia i abolicja dla większości  z 85 tys. uwięzionych w przepełnionych zakładach karnych ? No, który z kandydatów – prezydenckich –  ma tyle odwagi ?

29 kwietnia pan Marszałek (Prezydent) Komorowski podpisał ustawę o poszerzeniu listy osób i podmiotów upoważnionych do wpisywania na listę dłużników w BIG-u, których dług wymagalny przekroczył 200 zł. (ustawa z 19 lutego 2010 r.). W/g ekspertów liczba osób na tzw. czarnej liście powiększy  się o kolejne  3 mln. Razem będzie ich już ok. 9 MILIONÓW !!!

Co to oznacza dla jednostki ? Gdy pracodawca – np. państwowy – szpital, upadające przedsiębiorstwo, sezonowo niewypłacalna firma nie wypłaci uposażenia w części lub całości to pracownik (kontrahent) nie regulując zobowiązań (powyżej 200 zł) znajdzie się na liście BIG-u,  niezwłocznie zostaną mu wypowiedziane kredyty i inne strukturalne dotacje, od tego momentu wszelkie zobowiązania otrzymają rygor natychmiastowej wymagalności i komornicy, windykatorzy  ”zarobią” na nim krocie, a ”dłużnik” przeklnie dzień w którym się urodził.

31 marca 2009 weszła w życie ustawa o upadłości konsumenckiej osób fizycznych. Ustawa, która po roku obowiązywania nie pozwoliła ”upaść” NIKOMU w RP. Wstyd mi za posłów  i  senatorów. Ustawa tak oczekiwana przez społeczeństwo okazała sie kolejnym zabiegiem PR. Tak często – w tworzącym się polskim kapitalizmie – odnosimy się do legislacji anglosaskiej, wiec i moje pytanie – dlaczego nie poprawić  – o te wzory –  ustawy i dać możliwość  bankrucji obywatelskiej raz w życiu BEZ PODANIA PRZYCZYN ??? Tak wiele milionów osób – w tzw. spiralach zadłużeniowych – oczekuje takiej ustawy.

W roku 2009 z Polski tylko na Litwę przeniosło się 6000 firm. Czy Wilno jest takie piękne czy urzędnicy na Litwie są mniej chamscy i można z nimi negocjować spełnianie należności ? W naszym kraju urzędnik  jest z definicji WROGIEM  przedsiębiorcy. Urzędnik nienawidzi z urzędu ”kapitalisty“, bo jest rozliczany z jego gnębienia i nakładanych na niego kar.  Dużo kar – dobry urzędnik, mało kar – zły. W ten sposób w Polsce WYKOŃCZONO wielu przedsiębiorców zsyłając ich na banicję moralną, fizyczną wegetację i szarą strefę – np. pan Kluska, firma JTT, Krakus  i tysiące  innych.

Jutro Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi listę ubiegających  się o fotel prezydenta RP.

Czy któryś z kandydatów choć w śladowym zdaniu zająknie się na jedną  z powyżej wymienionych tez ? Czy nikt z ubiegających się o to zaszczytne  stanowisko nie ma odwagi o tym powiedzieć ? Tak bardzo czują się zakładnikami  ”poprawności” finansowych lobbystów.

Dzisiaj UE ogłosiła kwotę 750 miliardów euro funduszem antykryzysowym. Nie jest to kwota inwestycji w gospodarkę dotkniętego kryzysem kraju.  Jest to kwota kredytu na spłatę należności kredytowych najczęściej do krajów inwestujących we wspomniany fundusz. ”Pożyczam ci byś mógł mi oddać” kosztem znacznego obniżenia poziomu życia swoich obywateli !!!

Napomknę tylko, że nasze obecne  zadłużenie - lekko i powierzchownie  licząc wynosi ok. 750 MILIARDÓW ZŁOTYCH. Rezerwy są  w potencjale wyrzuconych na margines społeczny polaków (kilka mln. osób), w niezbędnych kardynalnych zmianach całego systemu wymiaru sprawiedliwości, w głębokiej reformie administracji kraju i mentalności  urzedników, w likwidacji kilkuset koncesji i branżowych zezwoleń, w głębokich zmianach pobolszewickich systemów zarządzania krajem.

(Rejestrując swój komitet wyborczy kandydata na Urząd Prezydenta RP miałem nadzieję powyższe  publicznie powiedzieć i prosić o debatę na ten i podobne tematy. Podpisy zbierane za pośrednictwem internetu  i poczty po 6 dniach pozwoliły mi zebrać  (tylko lub aż)  60 133 głosów poparcia. Zabrakło ok. 40 tys. szkoda, – no nie aż taka wielka –  ale czy tylko ja straciłem ?)

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** OJCZE NASZ !!! ***

Kwiecień 10th, 2010 sklepowicz 6 comments

BOŻE , PRZYTUL  DO   SERCA   SWEGO    OFIARY    TEJ    POTWORNEJ   KATASTROFY ,   OTUL   SWYM    NIEOGRANICZONYM   MIŁOSIERDZIEM   RODZINY   TYCH ,   KTÓRYCH    POWOŁAŁEŚ   PRZED  SWÓJ  MAJESTAT.

Kategorie:Kategoria ogólna Tagi:

*** MIASTO SAMOBÓJCÓW ***

Marzec 16th, 2010 sklepowicz 30 comments

” NATURALNY SPOSÓB KOCHANIA INNYCH POLEGA NA ODDANIU SIĘ IM NA SŁUŻBĘ, WYKAZANIU GOTOWOŚCI BYCIA PRZY NICH; POLEGA NA PRAGNIENIU ICH SZCZĘŚCIA I ICH ZBAWIENIA. PRZECIWNOŚCIĄ TEGO  JEST  MYŚLENIE – INNI SĄ MI POTRZEBNI, DBAJĄ O MOJE DOBRE SAMOPOCZUCIE I MÓJ SPOKÓJ – ALBO PRAGNIENIE SPRAWOWANIA NAD NIMI WŁADZY.  CHRYSTUS  NAUCZYŁ NAS, ŻE KAŻDA WŁADZA MUSI POZOSTAWAĆ NA SŁUŻBIE MIŁOŚCI I POKAZAŁ, JAK KOCHAĆ: PRZYJĄĆ NA SIEBIE POTRZEBY BRACI, OBARCZYĆ SIĘ ICH BIEDAMI, ZATRIUMFOWAĆ SŁODYCZĄ NAD ZŁOŚLIWOŚCIĄ, DOBROCIĄ NAD DOKUCZLIWOŚCIĄ, KOCHAĆ BEZ PODEJRZEŃ, BEZ ŻALU, GORYCZY,  KOCHAĆ AŻ DO ODDANIA WŁASNEGO ŻYCIA”.

Czy potrzebuję tego wstępu ?  Czy ten wpis powinienem od niego  zacząć ?  Czy tylko ja powinienem o tym OPOWIEDZIEĆ ?

Ustawa o Samorządzie Terytorialnym przewiduje, że miasta powyżej 100 tys. mieszkańców wybierają Prezydenta Miasta.

Grażyna z Wielunia wychowała się w domu dziecka. Nie znała swoich rodziców. Dom dziecka był jej domem, a wychowawcy taką namiastką rodziców. Ukończyła technikum ekonomiczne, szkolna  przyjaźń  z Rafałem ustrojona słowami miłości, otulona stułą kapłańską poczęła parkę  – Asię i Karolka. Rafał syn tzw. prywatnej inicjatywy, tradycyjnie na rękach wniósł ją do ich  trzypokojowego gniazdka. Szybko wyposażone przez teściów mieszkanko jawiło się taką małą oazą jej drobnego triumfu nad smutnym początkiem jej młodego życia.

Teraz będę miała swoją szczęśliwą rodzinę i będzie już tylko dobrze i dobrze – wymadlała co niedzielę Grażyna w pobliskim kościele. Asia z Karolkiem już całkiem ładnie mówili, gdy tata zaczął nie wracać na noc do domu. Z początku na jedną noc, ale w krótkim czasie na wiele nocy.

Poranny dzwonek  do drzwi - to tylko listonosz – przekazał Grażynie za pokwitowaniem dwa ”polecone”. Jeden  to pozew o rozwód, a drugi to wypowiedzenie przez bank umowy kredytowej na mieszkanie.  Serce  Grażyny nie było na nic podobnego przygotowane. Nakaz eksmisji, wniosek o pozbawienia praw rodzicielskich, wizyta kuratora, nakaz sądowy oddający pod opiekę Asię i Karolka ojcu, rozprawa sądowa, na której “dowiedziała się”, że jest wyrodną matką i prostytutką,  świat wokól niej, który kąśliwie mruczał  – nie jesteś nam potrzebna ty …..taka.

A oczęta Asi i Karolka, ich rozradowane pysie, wieczorne przytulanki, Karolek tak lubił ją głaskać po włosach, a gdy zasypiał to robił taką fajną sznupkę i kurczowo trzymał jej rękę do momentu gdy na dobre nie zasnął. Asia nawet przez sen podnosiła główkę by mamunia choć tak na króciutko dała jej buźki. Wizyta Komornika w asyście policjantów i firmy przeprowadzkowej, zdążyła do torby zabrać kilka drobiazgów, przeniosła ją do pokoiku w suterynie na skraju miasta. Obskurny, brudny, wilgotny 9- metrowy pusty grobowiec.

Matczyna myśl o walce, o dobijaniu się sprawiedliwości, o znalezieniu TEGO KOGOŚ, KTO jej pomoże z każdą nocą spędzoną na podłodze w przykryciu jesiennym płaszczem słabła i słabła. Nie miała wójka, cioci, brata ani kogokolwiek do kogo mogłaby zaskowytać o jej serduszka, o jej wszystko co miała na świecie. Leżąc na podłodze całowała na dobranoc swoje kawałek siebie, czuła ich zapach, te maciupkie paluszki przytulała do swojej twarzy. Do kogo jeszcze pójść ?

Stojąc na parapecie, przywiązała sznurek do rury gazowej  będącej pod sufitem jej grobowca. Jadący po ulicy traktor swym gdakaniem zrównywał się z tętnem jej bijącego serca. Nie myślała o swojej młodości w domu dziecka. Na Boże Narodzenie przychodził dziadek mróz. Było fajnie. Szkoda, że przez 20 lat nie można było się przytulić do mamy – tylko nocą – chlipiąc bezwiednie mówiła  mamuniu. Tylko teraz – jak to ?  Jej skarbeńki bez niej. One też będą chlipać i wołać mamuniu. Za co to ? Czym zasłużyłam sobie na taki los. Czemu nikogo nie obchodziłam i nie obchodzę ? Nie mam już do kogo  zaskamleć o pomoc ! Boże jak bym chciała tak na momencik przytulić się do skarbeńków !

Historię Grażynki opisała mi jej siąsiadka z suteryny, była nauczycielka – alkoholiczka, jak pisze o sobie – z prośbą bym chciaż jednym słowem napisał o jej przegranym życiu i jej wielkiej miłości do Asi i Karolka. Grażynka nie ma nawet grobu, a ona każdej nocy słyszy jak Grażynka w pokoju obok śpiewa piosenki na dobranoc swoim ukochanym ponad życie maluszkom.

Czynię to niniejszym, w codziennej  modlitwie prosząc Pana o przytulenie jej i jej cierpienia do miłosiernego serca.

Waldek i Martyna byli zgranym i kochającym się małżeństwem. Trójka dzieci wypełniała ich dom, ich życie,  była ich radosną codziennością i celem wspólnych wysiłków dnia codziennego. Waldek miał pracę w redakcji czołowego polskiego tygodnika – projektował  komputerowo okładki i reklamy – dobrze zarabiał. Martyna pracowała na Targach jako tłumacz języka włoskiego. Mieli ok. 10 tys. zł przychodów miesięcznie. Kredyt na mieszkanie i samochód obsługiwali regularnie, a i tak z pozostałej części dochodów mogli spokojnie planować urlopy tak latem jak i zimą. Dzieciaki miały wszystko co im było potrzebne, a może i trochę więcej.

Feralnej niedzieli Waldek pojechał tramwajem do będącej dwa przystanki dalej cukierni, by kupić trochę słodkiego na deser. Wracając,  gdy tramwaj otworzył drzwi tak nieszczęśliwie wyszedł, że upadł i ….. lekarz stwierdził, że oba nadgarstki są po wielokroć złamane i gips zdjęty będzie nie wcześniej jak po 12 – tygodniach. Potem czeka Waldka 3-miesięczna rechabilitacja.

W redakcji, po szoku związanym z utratą  sprawnego i dobrego projektanta zawrzało. Trzeba natychmiast znaleźć nastepcę. Jakby normalne. Wynagrodzenie Waldka z etatu było minimalne. Projekty przyjete do druku opłacane były ekstra. Waldek z oszczędności regulował zobowiącania kredytowe. Przez dwa miesiące. Martyna rozpaczliwie zaczęła szukać jakiś dodatkowych zleceń. Wtedy gdy były nie chciała. Teraz gdy ich tak bardzo potrzebowała – nie mogła żadnego znaleźć. Po dwóch niezapłaconych ratach “poleconym” do domu przyszły wypowiedzenia kredytów. Komornik zajął część uposażenia Waldka i połowę wynagrodzenia Martyny. Strach i bieda zagościła w ich domu. Szef Martyny – choleryk – jak rozjuszony buchaj wydarł się na nią – co sobie ona wyobraża, że do tak poważnej firmy śle pisma o zajęciu poborów Komornik. My sobie na taki skandal pozwolić nie możemy !  Ostatniego dnia miesiąca kadrowa wręczyła Martynie wypowiedzenie z pracy.

Bała się powiedzieć tego mężowi. Rano jak zwykle wychodziła z domu i wałęsała się po mieście do 16-tej, by wrócić do domu o zwykłej powrotu porze. Waldek coraz częściej twierdził, że już jadł i niech sama z dziećmi zje posiłek. Topniał w oczach. Telefony od znajomych zamilkły. A tak często do tej pory dzwoniły.

W środę – dzwonek do drzwi – postawny mężczyzna pokazał legitymację Komornika Sądowego. Przystępujemy do opisu i oszcowania mieszkania i licytacji. Na nic były błagania i prośby. Ja przecież będę niedługo zdrowy, podejmę pracę, zacznę znowu regularnie płacić !

Na licytację do sądu nie poszli. Dwa dni po niej do domu przyszła kuratorka sądowa. Wiedziała już o eksmisji. Co  państwo zamierzają zrobić z dziećmi ? Mam decyzję o oddaniu ich do rodzin zastępczych. Proszę nie robić scen, bo przyjdę z policją – mówiła, wręcz krzyczała tak głośno, że dzieci wyczuły zbliżające się nieszczęście. Na kanapę,  gdzie siedzieli rodzice cała trójka wcisnęła się w Waldka  i  Martynę  jakby czując, że objęcia ich mogą być ich ostatnimi w ich życiu.

Mamuniu, Tatuniu my nie chcemy tej pani. Niech ona sobie pójdzie. Ich szloch nie obniżył tembru głosu pani kurator. Czuła się obrażona, że “nastawione” dzieci nie pokochały jej –  zbawczyni – od pierwszego wejżenia. Proszę wytłumaczyć gówniarzom, że to co robię to dla ich dobra ! Niech tak nie ryczą ! I gdy tak się  “rozkręcała” Waldek wstał i stanowczym poniesinym głosem krzyknął - niech się pani wynosi, proszę  natychmiast wyjść ! Niższa o głowę kuratorka na moment straciła swój emocjonalny rozpęd. Poprawiła płaszcz, i siląc się na stanowczość warknęła - jutro będę tu z policją !

Po jej wyjściu w mieszkaniu zapanowała cisza. Dzieci trwały w uścisku ramion Martyny, każde jakby chciało zatopić się w ramionach matki upatrując w sile objęcia jakiegoś dodatkowego bezpieczeństwa. Waldek milczał, z oczu powoli sączyły się łzy. Nigdy tak mocno nie całował dzieci i Martyny. Całą piątką weszli na balkon. Z dziewiątego piętra rozpościerał się widok na park miejski. To prawie nie możliwe by cała piątka, będąc nawzajem we wspólnym uścisku siadła na balkonową poręcz. Tak było cicho – tak było cicho.

Z tłumu gapiów, jakiś młody człowiek podszedł do zwłok całej piątki i położył na Waldku pąsową różę. To kwiat miłości i związania ludzi na zawsze.

Od 1990 roku w Polsce odebrało sobie życie ponad   STO TYSIĘCY OSÓB  !   (tylko w roku 2009 – ponad 4500 ).

Żaden z rządzących ani słowem nie zająknął się o jakiejś żałobie narodowej (choćby na pół godziny), żaden z urzędasów nie pomyśłał o tym czy dla tych w beznadziejnych sytuacjach nie stworzyć jakiejś szczególnej  procedury, jakiejś braterskiej duszy, która mogłaby ocalić ich życie.  Jakiś pomnik albo tabliczka upamiętniająca i przypominająca 100 tysiącom ”katów”, że tacy nasi bracia i siostry wogóle byli z nami. O tym, że ludzie aparatu Państwa winni działać PRZEDE WSZYSTKIM  w interesie obywatela mówi się TYLKO  w kampanniach wyborczych  i  o czym pamięta się do ogłoszenia wyników wyborów.   LUDZI NIE MOŻNA KOCHAĆ ZA COŚ ,A TYLKO MIMO WSZYSTKO !

Ci którzy tak po cichu i nagle odeszli mają prawo zgodnie z Ustawą o Samorządzie Terytorialnym wybrać swojego prezydenta. Przekonany jestem, że do tego wyboru nie będzie trzeba ich namawiać. Pójdą zagłosować.

W   S    Z    Y    S     C     Y  !

*** BÓG PAN WOJCIECH GOSTKOWSKI !!! ***

Luty 11th, 2010 sklepowicz 56 comments

ON  NIE   ROKUJE !!!”    NIE   WIDZĘ !!! ŻADNEJ  MOŻLIWOŚCI  POWROTU DO REALIZACJI UMOWY KREDYTOWEJ !!  DECYZJĘ  JUŻ  PODJĄŁEM !!!  
L I C Y T A C J A   !!!!!!!

I kto to mówi ? BÓG Pan Wojciech Gostkowski ! Specjalista Konsultant  Banku BPH SA Departament Zarządzania Wierzytelnościami, ul. Pałeczki 21, 02-822 Warszawa tel. 22  546 75 39, fax.  22 546 79 92  mail - wojciech.gostkowski@ge.com

Z przyzwoitości (i dla równowagi aplikacji stron) podaję dane o sobie Roman Sklepowicz Redaktor Naczelny  ”Głosu Poszkodowanych” i Prezes Stowarzyszenia Pokrzywdzonych przez System Bankowy, 60-179 Poznań, ul. Grunwaldzka 222, tel. 500 848 247, 695 577 491, mail - roman@sklepowicz.pl

ON – ofiara sporu – Arkadiusz Wierzbiński  62-020  Jasin/ koło Poznania ul. Sołecka 58 tel. 696 233 961..(pełnomocnictwo do reprezentacji wystawiła notariusz Ewa Horla-Nitka w Swarzędzu Repertorium 223/2010 w dniu 22 stycznia 2010 r.)

Ośmielony  wyrokiem   sądu  w sprawie  Kaczyński c/a   Palikot. Podaję co następuje:

W dniu dzisiejszym przyjechałem – umówiony wcześniej – do siedziby BOGA Pana  Wojciecha Gostkowskiego.

KURDUPLA, KURDUPLA i do tego rudego, rączunie miał mokre i oślizgłe (można się porzygać), a nogi, a nogi mu śmierdzą jak krowie gówno w Boże Ciało w marokańskim piku mariackiego hejnału.

Przyszedłem skamleć w imieniu mojego mandanta, który 3 lata temu  w   GE Money Bank  zaciągnął hipoteczny kredyt na rozbudowę domku darowanego mu przez dziadków. Arkadiusz dobrze ułożony młody 22 letni człowieczek, pełen życiowego optymizmu, dobrze zarabiający, z ok. 200 tys. zł kredytu ze starego domeczku zrobił pałacyk, by ewentualnie zaprosić  do niego wybrankę swojego serca. Raty rozłożone na bardzo wiele lat nie przysparzały mu jakichkolwiek problemów. Niestety młody człowiek nie przewidział, że po wizycie w prywatnej klinice lekarskiej  z problemem – chyba grypki –  zapisane mu lekarstwa spowodują pęknięcie trzustki.

Tylko szczęściu może zawdzięczać fakt, że karetka pogotowia zawiozła go do kliniki, która błyskawicznie  stwierdziła, że trzustka pękła  na skutek nieodpowiednich dawek lekarstw i  kładąc go na OIT wprowadzając go w śpiączkę farmakologiczną – wykokonała szereg operacji i odsączeń – które po sześciu miesiącach pozwoliły mu wyjść ze szpitala.

Niezwłocznie wszelkie zaświadczenia z kliniki wysłał do kredytującego banku. Odpowiedzi nie dostał. Ani pocałuj mnie w d… ani   jakiejkolwiek innej, więc płacił co miesiąc 1500 zł i żył w przeświadczeniu, że wszystko jest ok !!!! GE MONEY BANK jest ok…!

Tak minęły 2 lata. ON – Arkadiusz płacił – i żył w przekonaniu, że bank   jest “LUDZKI”   i   można   go polecić każdemu ziomalowi, aż do dnia 21 grudnia 2009, gdy “poleconym”  odebrał  ” Zawiadomienie o wszęciu egzekucji z nieruchomości” Komornika Sądowego Piotra Masznera przy Sądzie Rejonowym Poznań Nowe Miasto i Wilda w Poznaniu. Ciutkę się wkurzył i zaczął szukać pomocy. Mamunia z internetu odnalazła moje Stowarzyszenie i poprosiła o pomoc. Spawdziłem tylko, czy Arkadiusz  płaci na bieżąco. PŁACIŁ   !!! Umówiłem się z  BOGIEM  Panem Gostkowskim. Myślałem , prosta sprawa – zawieszamy egzekucję i niech dalej płaci. Tak w mojej karierze bywało setki, setki razy, a tu gówno. KURDUPEL  powiedział NIE !!!! 5 minut   i  wypad  z salki konferencyjnej, (smród jego stóp pozostał na wiele godzin) nie zaryzykowałem podania mu dłoni na pożegnanie, bo normalny organizm nie wytrzymałby tak długiego rzygania.

KURDUPEL  zrobił za Boga. NIE  i na drzewo !!! NIE ROKUJE !!! WYPAD !!!  Do piachu, albo do gazu !!

ON  WIELKI  ON !!!  BÓG PAN  WOJCIECH  GOSTKOWSKI !!! Specjalista Konsultant Banku BPH SA. DECYDENT  ŻYCIA I ŚMIERCI ZADECYDOWAŁ. K  O  M  O  R  A  !!! (jakiś tam cyklon). NIE ŻYJESZ  TY GÓWNO ARKADIUSZU WIERZBIŃSKI !!! To,  że jakiś Premier RP  Tusk mówi o pomocy osobom, które z powodów obiektywnych  utraciły zdolność spłaty  zadłużenia bankowego   ON  WIELKI ON – BÓG GOSTKOWSKI - nie uznaje za obowiązujące. LICYTACJA i na drzewo !!! Weź sobie tylko dobry sznurek !!!

TY RUDY KURDUPLU !!! MOŻE BYŚ ZAPYTAŁ PREZESA ZWIĄZKU BANKÓW POLSKICH P. PIETRASZKIEWICZA , I  SWOJEGO  PREZESA,  I  PREMIERA RZĄDU  RP DONADLA  TUSKA – CZY WYDAJĄC WYROK ŚMIERCI NA ARKADIUSZA WIERZBIŃSKIEGO NIE PRZEKRACZASZ  UPRAWNIEŃ   NADANYCH CI – KURDUPLU – PRZEZ TWOICH PRZEŁOŻONYCH ???

Nie oczekuję odpowiedzi  od Ciebie – KURDUPLU – mam nadzieję, że odpowiedź otrzymam od osób poważniejszych od Ciebie … KURDUPLU !!!!!!!!!!!!!

Roman Sklepowicz 

*** 120 TABLETEK DO… Komentarz P.Włodzimierza ***

Styczeń 24th, 2010 sklepowicz 14 comments

Wpis niżej – ” Jest wtedy bardzo cicho “skomentował Pan Włodzimierz. Postanowiłem go w całości przedstawić. Serdecznie  dziękuję  Pani   Iwonie   i   ”Ginie”  za słowa otuchy i  pokrzepienia  – tak szybko - skierowane do   p. Włodzimierza i jego małżonki.

Informuję - z nieskrywaną radością,  że Pan Włodzimierz  z  żoną   zadzwonili  już  do mnie   i będę mógł im pomóc.

“Mam na imię Włodzimierz lat 57. Całe życie byłem uczciwym człowiekiem, ciężko pracowałem do emerytury pod ziemią jako górnik. Mam wspaniałą żonę od 30 lat, którą nigdybym nie skrzywdził. W 2006 roku dowiedziałem się, że jestem chory na raka złośliwego, świat przestał dla mnie isnieć. Boże dopiero niedawno bo w 2005 roku zachorowała na raka moja żona, teraz  ja codziennie modliłem się o jej wyzdrowienie. Zaciągnąłem niewielki kredyt i chociaż wiedziałem, że nie powinnienem w ramach podziękowania wręczyłem niewielką sumę lekarzowi za jej uratowanie. Ale pozostał kredyt do spłacenia. Poszedłem do innego banku i w celu spłacenia tego kredytu zaciągnąłem kolejny kredyt, ale w związku z tym, że do tego kredytu były doliczone odsetki, procenty, już drugi kredyt był powiększony i to znacznie. Aby spłacić kredyty zaczeło mi brakować na życie. Moja żona od 30 lat jest na rencie, nie wychodzi z domu…o niczym nie wiedziała, a ja myślałem, że dam Sobie radę skoro zawsze do tej pory summiennie spłacałem zaciągnięte kredyty, nic jej nie mówiłem, nie chciałem jej martwić. Moja choroba, pamiętam kiedy się dowiedziałem, o mało nie straciłem przytomności. Szukałem ratunku w szpitalach, diagnoza lekarzy jest Pan chory na raka złośliwego, straci Pan oko, nie umiałem się z tym pogodzić. Jeżdziłem po różnych klinkiach – Katowice- Gliwice- Wrocław- Łódź, szukałem ratunku. Straciłem bardzo dużo pieniędzy na przejazdy, diagnostykę i badania. Zaciągnołem kolejny kredyt aby uregulować poprzedni, nic nie mówiłem żonie, która przeżywała moją chorobę tak mocno, że o mało nie dostała zawału (leczy się na serce). Wtedy to był już mój trzeci kredyt, na spłatę poprzednich i na życie. Po około 2 latach do momentu, kiedy dowiedziałem się, że mam raka (w miedzyczasie przebywałem w szpitalach w celu diagnostyki czy są już przerzuty) wyznaczono mi termin operacji w Gliwicach. Pojechałem tam ponieważ z tego co pamiętam wykonywane miałem badania. Na korytarzu spotkałem pacjenta, powiedział w czasie naszej rozmowy ”tu nie ma nic za darmo”. Wróciłem do domu zaciągnołem kolejny kredyt . Niestety moja nadzieja, że może uda się jednak ocalić oko, okazała się utopią. Obudziłem się już nie tylko bez oka, ale bez węzłow chłonnych, bo podobno zawsze się je wycina. Czułem się oszpecony i nie umiałem zyć. Po wyjściu z kliniki, zacząłem leczyć się w Poradni Zdrowia Psychicznego, nie umiałem normalnie żyć. Moja żona była przy mnie jak cień, chyba bała się o mnie, że coś głupiego zrobię. Kolejne kredyty zaciągałem aby spłacać już te, które miałem oraz na życie. Nie mogłem powiedzieć żonie, że obiecano mi protezę oka, której nie udało się dokonać, a na to też wziąłem kredyt. Naświetlenia jakie miałem uszkodziły cały oczodół, dlatego proteza nie mogłaby być wykonana, nie przyjęłaby się, tylko ja wierzyłem i ufałem, że się uda. Kiedy w 2009 roku w miesiącu listopadzie podsumowałem moje kredyty, jakie mi pozostały w sumie do spłacenia w 6 bankach, myślałem, że śnię, to niemożliwe, liczyłem chyba 10 razy, ale to nie była pomyłka około 75.000 tys. Jak to możliwe przecież spłacałem, dlaczego tak duzo? Boże tu 10.000, tu 8.000, tu 6.000 i kolejne małe kwoty i większe. Co ja zrobię, jak ja mam o tym powiedzieć żonie? Nigdy jej nie skrzywdziłbym, tak bardzo przeżyła moją chorobę, zresztą ona tego i tak nie wytrzymałaby psychicznie. Zobaczyłem, że kredyty są upezpieczone, całą noc nie spałem rano wstałem i powiedziałem, że idę tylko do sklepu, serce mi pękało, już nigdy nie zobaczę mojej cudownej żony, musiałem szybko wychodzić aby nie zauważyła, że płaczę. Wziąłem ze sobą dwa opakowania Tisercin (120 tabletek), udałem się na dworzec i siadłem do pierszego lepszego pociągu jaki miał odjechać, tak bardzo się bałem, cały czas miałem przed oczami uśmiechniętą twarz zony. Boże, modliłem się, miej ją w swojej opiece, aby jej nikt nie skrzywdził i dodaj mi odwagi, abym to zrobił. Znalazłem się nawet nie pamiętam w jakimś hotelu w Częstochowie, pomodliłem się raz jeszcze pocałowałem fotografię żony i popiłem wodą mineralną wszystkie tabletki. Przeżyłem, nie wiem dlaczego, nie wiem jak dotarłem po tygodniu do domu, dlaczego znalazłem się w piwnicy, z której zabrało mnie pogotowie. Od czterech dni jestem w domu leczony tym razem na zakrzepice żylną. Moja żona jest wrakiem człowieka, dowiedzała się o moich kredytach, jak widzę jak to przeżywa i w jakim jest stanie, serce mi pęka. Nie piłem alkholu, nie rozuściłem tych pieniędzy, zawsze byliśmy wzorowym małżeństwem. Nie jestem w stanie spłacić kredytów, odsetki mi rosną bo zalegamy już miesiąc z niepłaceniem, żona nie chce jeść, chce umrzeć. Obecnie jesteśmy oboje na silnych lekach od psychiatry. Boimy się windykacji i komornika. Nigdy nie mieliśmy z nimi do czynienia, każdy telefon, pukanie do drzwi, powoduje, że tracimy oddech. “Boże powiedziała mi wczoraj żona, dlaczego nie zabrałeś mnie jak byłam chora na raka?” Teraz ja chodzę i patrzę aby ona sobie czegoś nie zrobiła, modlę się i ona się modli, aby tylko nie bolało. Jesteśmy schorowani bez możliwości pracy, jak to spłacić? Nie jestem oszustem, boję się, chcę spłacać, ale moja emerytura już nie wystarcza na raty. BOŻE ZLITUJ SIĘ NAD NAMI, BŁAGAM WYBACZ MI ŻE CHCIAŁEM MIEĆ TO OKO I PROTEZĘ, WYBACZ MI ŻE SKRZYWDZIŁEM MOJĄ ŻONĘ. BŁAGAM WYBACZ MI BOŻE !!!!!!